Pamięć, satyra i pytanie o wolność artystycznego przekazu - Juan Gabriel Vásquez "Reputacje"


Mieć wpływ na preferencje opinii publicznej. Kreować wizerunki. Zarządzać interpretacjami ogółu. Formować reputacje. Ten swoisty rząd dusz staje się udziałem głównego bohatera utworu Vásqueza. Karykaturzysta polityczny, który włada niezwykle potężnym narzędziem – decyzyjnością wobec doboru takiego, a nie innego ostrza satyry. Wnikliwy obserwator, ale i pełen słabości człowiek, który tak jak każdy z nas, ulega potrzebie chwili, działa w sposób afektywny, wpada w panikę, lub w niepohamowany gniew. Z tym, że konsekwencje jego poczynań artystycznych mogą być przerażające. Książka jest piękna i niebanalna. Czyta się ją jednym tchem, gdyż napisała została językiem niezwykle kunsztownym, a przy tym absolutnie pozbawionym maniery i napuszenia. Można powiedzieć, że swobodnie płynie się przez lekturę bez poczucia jakiegokolwiek dyskomfortu. A tymczasem tekst niesie za sobą niebywale trudne pytania. Czy twórca jest zupełnie bezkarny w swoim artystycznym procesie? Czy posiadając możliwość oddziaływania na opinię publiczną  może tego przywileju używać w sposób nieograniczony? Javier Mallarino ma władzę. Rysuje polityków i prominentów ukazując ich śmieszności, słabości i przywary. Demaskuje ich  własnymi interpretacjami, tudzież nadinterpretacjami.  Ludzie dają wiarę jego przekazowi,  nazywają go głosem narodu, utożsamiają się z jego sposobem pojmowania rzeczywistości. Bardzo szybko okaże się jednak, że ten kij ma dwa końce, a okrutne, prześmiewcze otrze w każdej chwili może obrócić się w stronę swojego stwórcy. Reputacja bowiem jest pojęciem  kruchym, ulotnym i zmiennym.

„… To masz kiepską pamięć, jeśli działa tylko wstecz…”

Stylistyka utworu jest zwiewna i delikatna niczym wspomnienie dawnych chwil. Pamięć płata  bohaterom subtelne figle, a niespodziewane i tajemnicze spotkania sprawiają, że wracają oni do kluczowych wydarzeń ze swojego życia. Wracają z własnej woli lub poza nią , bo czasem to wspomnienia odszukują ich, a nie na odwrót. Perspektywy czasowe mieszają się swobodnie i wynikają z siebie nawzajem. A wszystko to w towarzystwie jubileuszowego benefisu popularnego karykaturzysty, który dokonuje swoistego podsumowania dorobku artystycznego i osobistego. Twórca uważany na sumienie narodu staje  twarzą w twarz z własnymi dokonaniami, z własną megalomanią i z własnymi wątpliwościami co do słuszności podjętych niegdyś decyzji. Spotkanie z bardzo długo niewidzianą osobą, z duchem przeszłości, sprawia, że zaczyna weryfikować niepodważalne do tej pory przekonanie o właściwości i mądrości swoich wyborów. To wahanie jest najmocniejszym akcentem utworu i na nim opiera się moja główna droga odbioru. Czy aby na pewno było tak jak nam się wydawało ? Pamięć jest złudna, zawodna i omylna, a najgorsze zdaje się być jej nieustanne przenikanie w trzewia rzeczywistości. Przyszłość jawi się jako efekt przeszłości, dlatego w wielu momentach niestety bardzo łatwo ją przewidzieć. Takie filozoficzne rozważania wprowadzają czytelnika w dość refleksyjny nastrój. Autor skutecznie go podtrzymuje nawiązując do znanych i lubianych motywów, takich jak choćby Alicja w krainie czarów. Dodatkowo, podejmuje także delikatna próbę zdemaskowania pewnych mechanizmów sterowania tzw. światopoglądem społecznym. Niestety wątki tego typu giną w zbyt  łagodnym i sensualnym stylu. Forma przekazu jest tutaj płynna, rytmiczna , wręcz melodyjna. Owszem, tematyka ma zadatki na mocną i obrazoburczą, ale ze względu na takie, a nie inne środki językowe, finalnie się nią nie staje. Za to bardzo przyjemnie i szybko się czyta.

„…jeśli ona nie wie, to pan też nie wie…”

Nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić co konkretnie wydarzyło się w przeszłości, wspomnienia mają bowiem to do siebie, że są w pewnym sensie schowane za mgłą, że nie da się ich odtworzyć z pełną dokładnością. Dlatego też ocena moralna tego co było zawsze staje pod dużym znakiem zapytania. Najtrafniejszym słowem opisującym etyczne wątpliwości głównego bohatera będzie wyraz niepewność. Gdyby był on pewien swoich decyzji, jego wahania nie stanowiłyby osi akcji tej niezwykłej książki. Tymczasem nikt nie jest do końca pewny, co tak naprawdę zaszło w pokoju, w którym spały niedopilnowane i spojone alkoholem dziewczynki. Dlatego też nie można uznać za oczywistość faktu, iż jedno, konkretne życie zostało po tym incydencie całkowicie słusznie złamane. Ta samozwańcza słuszność  stanowi zresztą  spore nadużycie , gdyż tak naprawdę wszelkie  działania demaskujące okazują się dalece nieskuteczne: „…Czemu służyło rujnowanie życia człowiekowi, choćby nawet ów człowiek sobie na to zasłużył? Jaki pożytek płynął z tej władzy, jeśli nic poza tym się nie zmieniło, z wyjątkiem klęski tego człowieka…” . Ofiara nie jest pewna ani tego w jaki sposób została skrzywdzona, ani tego, czy w ogóle do krzywdy doszło. Oprawca sam sobie wymierza sprawiedliwość poprzez samobójstwo. A tymczasem świat pozostaje niezmienny. Ośmieszanie nie działa na potencjalnych następców, ostracyzm wobec jednostki nie stanowi straszaka dla ogółu. Lud ogląda igrzyska i zaspokaja żądzę krwi, ale wystarczy chwila, aby preferencje wywróciły się do góry nogami. Wystarczy moment nieuwagi, drobne potknięcie i  agresja zostaje zupełnie schematycznie przekierowana. Mimo wszystko główny bohater podejmuje ryzyko i postanawia rozliczyć się z własną przeszłością. Czy słusznie? Tego na kartach powieści się nie dowiemy. Zagadek natomiast jest jeszcze kilka bo też i pamięć ludzka zdaje się być nimi przepełniona. Tak więc fabuła pozostaje otwarta, złudna i niedopowiedziana.
…………
Nastrój panujący w książce jest dla mnie zawsze jednym z podstawowych kryteriów jej oceny. Tutaj mamy do czynienia z klimatem nostalgiczno-filozoficznym. Rozważania, dywagacje, gdybanie oraz dylematy etyczne. I ze względu na taką właśnie atmosferę wystawiam Reputacjom wysoką ocenę. Wspomnienia, niespodziewane spotkania, niesforna pamięć oraz miejscami gorzkie podsumowania. Cóż, ja to lubię. I choć według mnie, fabuła w niektórych momentach mogłaby być bardziej wyrazista, ostatecznie uważam, że tekst broni się piękną formą i mądrą, ale daleką od przegadania treścią. Polecam koneserom, odradzam miłośnikom tzw. mocnych wrażeń.

Komentarze

  1. Dawno nie czytałam tak dobrej recenzji! Z gatunku tych, co to się rano przeczyta i człowiek nie może się doczekać, aż otworzą księgarnię. Brawo. Dziękuję... bo tytuł mi kompletnie nie znany. Będę częstym gościem na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za te piękne słowa💛
      O tak, bądź częstym gościem! Serdecznie zapraszam!

      Usuń
  2. Brzmi barrdzo ciekawie, jeśli tylko wygospodaruję trochę czasu, chciałabym wrócić do tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. heh.. ciekawe co autor by powiedział o naszej obecnej sytuacji politycznej i kreowaniu wizerunku przez obecnych polityków :) tytuł obcy, ale po tej recenzji z chęcią przeczytam. czuję się zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i oczywiście zachęcam ☺
      Autor bardziej skupia się jednak na wizerunku kreowanym przez media.

      Usuń
  4. Zdecydowanie Twoja recenzja zachęca by przeczytać tę książkę

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, książka raczej trudna w odbiorze moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czytałaś może?
      Jak dla mnie , to raczej dość spokojna i łagodna forma jak na trudną w sumie tematykę

      Usuń
  6. Wyszukana pozycja, zdecydowanie nie dla każdego i nie do odbębnienia pod drzewem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszukana, to prawda, ale może być czytana pod drzewem, czemu nie?

      Usuń
    2. Może trochę stereotypowo ale do mnie to książka pod kocyk a w hamaku to raczej lekki romans :)

      Usuń
    3. O rany, nic nie mów... ja głównie czytam właśnie pod kocykiem... I jeszcze herbata z cytryną i imbirem jest mi bliska, i noc, i deszcz tudzież śnieg...

      Usuń
  7. Tytuł właśnie wciągnęłam na listę czytelniczą, chętnie zapoznam się z książką. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka wydaje się nie być łatwą pozycją, ale napewno wartą przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię takie nastroje, sądzę, że mogłabym ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam, że Juana Gabriela Vásqueza, określa się czasem jako następcę słynnego rodaka, Gabriela Garcii Márqueza... To stwierdzenie oraz Twoja wnikliwa i bardzo zachęcająca recenzja sprawiają, że mam zamiar wybrać się do pobliskiej biblioteki i sprawdzić, czy mają już ten tytuł 😁

    OdpowiedzUsuń
  11. W moim przekonaniu to określenie jest jednak trochę przesadzone...Nie zmienia to faktu, że książka jest z całą pewnością godna uwagi.
    Dziękuję za miłe słowa 💚

    OdpowiedzUsuń
  12. Określenie książki "dla koneserów" to pozbycie się pewnej grupy odbiorców. Wiadomo, że powstają też książki dla mas, ale w obecnej dobie, gdzie pędzimy i ciągle brakuje czasu warto wybrać dobrą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego takie określenie eliminuje pewną grupę odbiorców? Każdy kto sięga po ambitną staje się przecież koneserem. Z tym że tzw. ' dobra książka' jest pojęciem względnym.
      Nie chodzi mi więc o elitarność.
      Książki dla mas to niejednokrotnie literatura pisana na zamówienie, komercja, nachalna reklama. Ja nie sprzedaje książek, zamiast tego staram się promować teksty w moim (subjektywnym)odczuciu niebanalne. Dlatego generalnie zajmuję się tym,co egzustuje sobie gdzieś tam poza nurtem obowiązujących trendów. I powiem więcej - marzę, aby czytelnicy masowo stawali się koneserami. Wiem, postawa idealistyczna i dalece naiwna , ale cóż...

      Usuń
  13. Okładka mnie bardzo intryguje 😮

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam książki, ale po recenzji myślę, że wydaje się być bardzo ciekawą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zastanawiam się tylko, czy jest to książka dla każdego... Wydaje mi się, że raczej spodoba się wymagającemu czytelnikowi. Jeszcze nie czytałam pozycji, ale tak wnioskuję po Twojej recenzji :) BTW, bardzo fajna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)
      No na pewno nie dla każdego, nie ma takich książek, które by wszystkim pasowały ;)

      Usuń
  16. Mam tę książkę, ale nie miałam w planach czytelniczych. Jak dobrze czasem zajrzeć do kogoś, kto jednak przekona, że warto.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz