Dzieciństwo odczarowane - Petra Soukupova Zniknąć


Eldorado, arkadia, kraina mlekiem i miodem płynąca, pluszowy świat wypełniony tłuściutkimi aniołkami oraz żelkami Haribo, ociekające słodyczą relacje międzyludzkie, które dają niemierzalne poczucie szczęścia pachnącego pudrową zasypką tudzież olejkiem lawendowym ułatwiającym spokojny sen. Teraźniejsze, dorosłe i jakże utopijne projekcje dzieciństwa, pełne tęsknoty i niespełnionych oczekiwań. O nie, współczesne dzieci to nie to co my! Ach, jak im teraz dobrze! Ach, jak oni wszystko mają, jak wszystko mogą! Te rozwrzeszczane, niewdzięczne bachory! Kiedyś to się tam nikt z dziećmi nie cackał, ojciec paskiem zdzielił i spokój był! I nagle okazuje się, że wcale nie, że to nieprawda, że wyprasowane sumienie jest przezroczyste i już nie można się za nim schować. Nagle i zupełnie niepostrzeżenie w ten świat iluzji wchodzi bowiem Soukupova i charakterystycznym dla siebie, chłodnym tonem, oznajmia, że dzieciństwo to czas koszmarny, że potomstwo można krzywdzić na wiele sposobów, że wcale nie potrzeba do tego tzw. patologii. Mało tego, ona bezczelnie opowiada historię dzieci, których świadomość nie rejestruje jeszcze śmiertelności, dzieci, które nie chcą umierać, chcą zniknąć.

Trzy niezależne od siebie nowele, których akcja w żaden się nie splata. W dwóch pierwszych głos oddaje się dzieciom, w trzeciej wewnętrzne dziecko przemawia w dorosłych kobietach. Daleko, bardzo daleko trzyma się Soukupova od wszystkiego co powszechnie nazywa się moralną zgnilizną, dnem, rynsztokiem. Omija ciemne uliczki zgorszenia szerokim łukiem i nie schodzi na żadne cuchnące manowce. A tak by się czasem chciało, żeby to wszystko działo się tam, a nie tu. Tam, w tych półświatkach, w tych melinach, w tych dziuplach recydywistów i złodziei. Ale nie, to jak na złość rozgrywa się właśnie tutaj. Bohaterowie są do bólu nudni w swoim wysokim poziomie asymilacji społecznej, są przygnębiająco normalni. Owszem, piją, rozwodzą się, zdradzają i przeżywają dramaty, ale nie są aspołeczni. Niestety nie są. Dlatego tak trudno jest uniknąć pytania – kto zawinił? Społeczeństwo, przyzwalające na alkoholizm i przymykające oko na „niewinne” klapsy, które zresztą częściej są raczej „niewinnym” policzkowaniem? Rodzina, która uczy pewnych schematów zachowań? A może nie ma winnych? Może takie po prostu jest życie?
Dzieci w książce Zniknąć są uwikłane w sieci dorosłych relacji, osaczone ambicjami i oczekiwaniami rodziców, boleśnie zgięte pod ich ranami i deficytami. Mimo to, wszystkie trzy nowele kończą się raczej dobrze i dają nadzieję na pozytywne zmiany w przyszłości. Wyraźnie widać jednak, że to nie jest zasługa dorosłych. Dorośli zdecydowanie przegrywają w tych opowieściach i właściwie, oprócz jednej z babć, są bezradni, słabi, zniewoleni własnymi ograniczeniami. Sami odbierają sobie wpływ na rzeczywistość, sami uciekają od odpowiedzialności. Dzieci za to są silne, zdeterminowane, wiedzą co robić i umieją dostosować się nawet do bardzo trudnych warunków. Rozwiązują problemy dostępnymi sobie środkami - furią, wymuszającym płaczem, konfliktem z rodzeństwem. Walczą o siebie na wszelkie możliwe sposoby. To paraboliczne ujęcie schematów postępowania jest porażające i uderza w najczulsze rodzicielskie punkty. Perspektywą jest bowiem percepcja dziecka, jego wizja świata, jego problemy. To dziecko obserwuje i ocenia tutaj rodzica, a nie na odwrót. To dziecko opowiada o swoich tęsknotach, priorytetach i marzeniach. Dorosły jest najczęściej smutnym malkontentem, który raczej pokrzyżuje plany, niż pomoże jest zrealizować. Dorosły zdaje się być w dziwnym letargu, z którego budzi się dopiero w obliczu tragedii takiej jak zaginiecie dziecka, lub jego ucieczka z domu.

Utwór Zniknąć jest zatem gorzką lekcją dla rodziców, ale osobiście uważam, że warto przez nią przejść z możliwie najszerzej otwartym umysłem. Ta książka daje odpowiedzi na tak wiele pytań i nie chodzi tu tylko o to, że uczy niełatwego świata dziecka i robi to w sposób szczery oraz nieprzesłodzony. Bardzo rzeczowo wyjaśnia również dlaczego dzieci uciekają z domu i czemu w dorosłym życiu latami nie kontaktują się z rodzeństwem. Dobitnie interpretuje telewizyjne reportaże, w których po jakimś dramatycznym wydarzeniu mówi się, że to przecież była normalna rodzina, że w domu nic się nie działo, więc to na pewno wina szkoły. Pokazuje jak niebezpieczne i groźne są te „normalne domy”, jak obco można się w nich czuć. Wyciąga na światło dzienne brudy z pozoru całkiem zwyczajnych gniazdek. Powinna być na receptę aplikowana tym, którzy twierdzą, że nie ma nic złego w opiekowaniu się dzieckiem po tzw kielichu oraz zostawianiu go na noc samego w pustym mieszkaniu, bo trzeba iść do pracy, do baru, albo do kochanki. Dobrze by było, gdyby przeczytały ją matki, które uważają, że lepszy żaden ojciec niż ojciec kiepski, zapominając tym samym , że dziecko będzie za ojcem tęsknić do końca życia, a odebranie mu kontaktu z nim, z powodu własnych zranień, jest barbarzyństwem. Soukupova nie ucieka się jednak do moralizowania i udzielania rad, nie piętnuje żadnych zachowań . Posługuje się charakterystyczną dla siebie bronią, czyli prostą, odartą z emocjonalnego tonu ekspresją i jest w tym oczywiście bezbłędna. Uderza  w czułe punkty, szarpie sumienia i otwiera rany. Jakież to jest mocne i zaangażowane pisarstwo! Jakiż to jest genialny warsztat!

Nie można jednak powiedzieć, że rodziców się tutaj karci lub gani. Owszem, pewne wyolbrzymienie dziecięcych dramatów skonfrontowane z biernością dorosłych, robi wrażenie absurdalnego odwrócenia ról, ale nie jest to przecież jawna próba oceny zachowań. Tą, w całej rozciągłości, zostawia się czytelnikowi. Dlatego dorośli są również zaopatrzeni w swoje historie tłumaczące pewne zachowania , ale w żaden sposób ich nie usprawiedliwiające . Chciałoby się powiedzieć, że nikt nie jest samotna wyspą, że każdemu coś tam wpojono, czegoś nauczono. Dlatego czytając utwór nie ma się odruchu oskarżycielskiego i nie od razu wygłasza się sądy o zabarwieniu moralizatorskim. Natomiast jego interpretacja może doprowadzić do poczucia zagubienia. Współczuje się tu bowiem praktycznie każdemu. Faworyzowanemu dziecku, od którego się więcej wymaga, chorowitemu chłopcu bez nogi, siostrom żyjącym w permanentnym konflikcie, nastolatce z nadwagą, ojcu alkoholikowi i matce, która trafia do szpitala psychiatrycznego po zaginięciu syna. Współczuje się również sobie, bo przecież realność miejsca, czasu i narracji jest niesamowicie sugestywna.  Jasnym jest od początku, że to jakimi dorośli są dzisiaj rodzicami, jest determinowane tym, jak zostali wychowani, ile otrzymali w dzieciństwie, a ile zostało im odebrane. Nie da się więc nie zauważyć, że ta zasada obowiązuje również czytelnika. Nie ma opcji, że te opowieści nie zabolą i nie zmuszą do autorefleksji. Jest to więc lektura  interesująca ale i niebezpieczna. Wymaga również od czytelnika sporej odwagi, bo każe konfrontować się ze sprawami, których złożoność niejednokrotnie przeraża. Wywraca do góry nogami sielskie wizje rodzicielstwa, wietrzy sumienia, odczarowuje dzieciństwo czyniąc je o wiele bardziej skomplikowanym, niż  się wydawało, zwraca uwagę na okrucieństwo błędnego koła pokoleń, które uczy określonych zachowań. I w końcu wytacza najcięższe działo, czyli pytanie – czy ty czytelniku chciałeś kiedyś zniknąć?

Janusz Korczak pisał: „…Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć...”. Mam wrażenie, że powyższy fragment może być esencją tego, co w swoim utworze chciała przekazać Soukupova. Bardziej niż o budowanie jakichś patetycznych pomostów między dwoma światami, chodzi tu o zauważenie i uszanowanie mentalnej intymności drugiego człowieka, bez względu na jego wiek. Odczarowane dzieciństwo niestety nie wygląda najlepiej i daleko mu do słodyczy powszechnie stosowanych wizji. Ciężko jest w tych obrazkach odnaleźć błogi spokój sumienia, ale też trudno się z nimi nie utożsamić. Prawda, którą niosą, jest uszczypliwa, drażniąca, bezlitosna. To nie jest łatwa lektura. To jest stanięcie twarzą w twarz z demonem, konfrontacja z własnym rodzicielstwem, z własnym poranionym wewnętrznym dzieckiem, z doznanymi na własnej skórze krzywdami. Tu nie ma bocznych dróżek, którymi można się wymknąć cichaczem. Soukupova jak zwykle jest chłodna, metodyczna i bezwzględna. Proponuje czytelnikowi gorzki lek, niełatwy proces, bolesną autorefleksję. Warto tą książkę przeczytać, przeżyć, przemyśleć. Warto, nawet jeśli będzie bolało.






Komentarze

  1. Ciekawa propozycja. Nie słyszałam o niej wcześniej. Jako rodzic czuję się zobowiązana do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie ;)
      Jest to książka, którą można odbierać z wielu różnych perspektyw. Bardzo sugestywna proza, która zostaje z czytelnikiem jeszcze długo po ukończeniu lektury.
      Polecam również utwór "Pod śniegiem" tej samej autorki.
      Pozdrawiam serdecznie ;)

      Usuń
  2. Przeczytałam tylko pierwszy akapit i na razie uciekam ;) Boję się spolierów jak ognia. Te kilka zdań, które napisałaś mi wystarczą, muszę przeczytać. Po świetnym "Pod śniegiem" obiecałam sobie nadrobić lekturę wcześniejszych powieści Czeszki, ale do tej pory nie wywiązałam się z postanowienia. Uroczyście oświadczam, będę czytać "Zniknąć". Na pewno. Niedługo :) Dzięki za rekomendację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytaj, naprawdę warto. Niepowtarzalny styl i miażdżąca siła przekazu. Zresztą czytałaś pod śniegiem, więc wiesz o czym mówię. (mam nadzieję, ze to nie był spoiler ;) )

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedna z książek, które muszę przeczytać. Zakochałem się w prozie autorki po "Pod śniegiem". Jest szczera do bólu, a przy tym utalentowana literacko. Idealne dla mnie połączenie. Pozdrawiam, Paweł z https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie lektura godna polecenia;)
      Dla mnie również Soukupova idealnie łączy w swojej prozie to, co w literaturze lubię najbardziej, czyli głęboką symbolikę ukrytą w prostej formie.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń

Publikowanie komentarza