Gdzie się podziały tamte thrillery... - Tarryn Fisher "Bad Mommy. Zła mama"


Podobno jedną z oznak nieuchronnego starzenia się duszy jest demagogiczna i gnuśna retoryka, zgodnie z którą wypowiada się teksty w stylu: ‘za moich czasów…’ , albo ‘kiedyś to było… nie to co teraz’. Nie czuje się staro (zwłaszcza duchem), ale dzisiaj poględzę, pomarudzę, popastwię się trochę nad dziwacznymi  wynaturzeniami jednego z moich ulubionych gatunków literackich. Na domiar złego zrobię to ze stetryczałej pozycji samozwańczego znawcy i będę złośliwa, a co mi tam. W końcu to moje ukochane motywy literackie są traktowane z nonszalancją i ignorancją graniczącą z bezczelnością. W końcu to na moich oczach najwierniejszego fana dokonuje się przedziwny przewrót, którego ja bynajmniej nie pochwalam, i nad którym szczerze ubolewam. To co się dzieje ze współczesnym thrillerem jest bowiem w moim przekonaniu czymś w rodzaju tragifarsy. Czy to się musiało stać? A jeśli tak, to dlaczego?

Najpierw jednak książka, która skłoniła mnie do tego typu przemyśleń, a  której nie będę recenzować w dosłownym znaczeniu tego słowa. I nie martwcie się – nie będzie spoilerów. To dobra wiadomość. Natomiast zła jest taka, że nawet gdyby się pojawiły, to w zasadzie nic nie szkodzi, bo jeśli czytacie z najmniejszą choćby dozą wnikliwości i uważności, to książka was nie zaskoczy. Nic a nic. Niestety. To nie jest tego typu literatura. Przykro mi. I w tym momencie sama siebie mogę zapytać z wyrzutem – po co mi to było? Po co sięgnęłam po kolejny ‘hit’, po któryś tam z kolei kasowy duplikat Dziewczyny z pociągu? Ciągle zapominam, że teraz tak się właśnie pisze, że się upraszcza i prasuje lęki, że się cacka z czytelnikiem, że się go oszczędza. Ciągle mi ulatuje bolesna prawda, że teraz już się odbiorcy nie przydusza przekazem, że nie chodzi już o to, aby się bać wyjść w nocy do toalety. Tylko właściwie o co teraz chodzi? Czym jest w chwili obecnej ten gatunek i dokąd zmierza?
Na okładce Bad Mommy widnieje głęboko filozoficzne pytanie, które zapewne czytelnik weźmie na poważnie, i które z założenia ma go nieco zmrozić jeszcze przed rozpoczęciem lektury. Brzmi ono:
Jak daleko się posuniesz, aby zawładnąć czyimś życiem?
Odpowiem za bohaterów powieści – niedaleko. Stalking opisany w książce jest tak mizerny, że właściwie trudno go dostrzec gołym okiem. Cóż to za nękanie, które polega na kupowaniu tego samego co sąsiadka, tudzież na romansowaniu z jej mężem? Cóż to za stalker, który grzecznie puka do drzwi, i którego bardzo łatwo prześwietlić na wylot? A więc naprawdę o to teraz chodzi? O płaskie emocje, o delikatne jak mgiełka dreszczyki?

Muszę w sumie przyznać, że opowieść zaczyna się obiecująco. Początek daje dość ciekawy obraz zaburzonej kobiety, która poroniła oraz uwikłała się w niełatwe relacje i to wszystko  w bardzo wyraźny sposób determinuje jej późniejsze poczynania. Wszelkie znaki na ziemi i niebie sugerują, że ‘psychopatka’ będzie chciała odebrać rodzicom dziecko, które uważa za swoją duchową córkę. Zapowiada się więc całkiem nieźle, kończy się jednak fatalnie, bo mrożący krew w żyłach wątek dziecka w niebezpieczeństwie nie doczekuje się nawet namiastki godziwej kontynuacji. W pewnym momencie (bardzo szybko, grubo przed połową) całość zostaje  zepchnięta w rejony kopulacyjne, co  rozpoczyna bolesną i przedłużającą się agonię fabuły. Ja wiem, że nic nie sprzedaje się lepiej jak seks, ale na litość boską, skoro mamy w tytule złą mamę, a w tle tuż za nią słodkiego aniołka, o którego będzie toczyć się psychologiczna wojna, to po co nam nachalne opisy męskich i żeńskich genitaliów? Czy naprawdę wszystko musi się do tego sprowadzać? Nawet coś co w założeniu ma być thrillerem? Kiedy Petr Stancik w utworze  Młyn do mumii, który stanowi ironiczną gierkę z szeroko pojętą koncepcją  literatury grozy, opisuje erotyczne poczynania bohaterów w sposób buńczuczny i trywialny, ma to sens, wszystko tam bowiem zdaje się być odrealnionym pastiszem rożnych konwencji. Kiedy robi  to Fisher, niestety dominuje poczucie żałosnego zażenowania, gdyż tutaj nie mamy do czynienia z groteską , a Autorka zdaje się wyrażać chęć zaszokowania odbiorcy tym dosłownym, rzekomo brutalnym przekazem. Natomiast w rzeczywistości nie szokuje tam  nic, ani Psychopatka, ani Socjopata ani tym bardziej Pisarka. Nie ma też co liczyć na szeroko opiewaną, zaskakującą konkluzję, zakończenie bowiem jest takie samo ja cała książka – czyli płytkie, banalne, do bólu przewidywalne i infantylne. Świat przedstawiony zdaje się być obrazem pustej, mocno wymuszonej dramy nowobogackiego środowiska, które pławi się w alkoholu, pieniądzach i zblazowanej nudzie. Nie ma się tu czego bać, nie ma przed czym drżeć. Rysunek jest mdły, emocje blade, problemy wydumane. To, że od początku wiadomo kto jest ‘sprawcą’, to jeszcze nic, takie koncepty niejednokrotnie dobrze się sprawdzały, najgorsze jest to, że tak naprawdę nie ma przecież sprawcy. W literaturze grozy, w dreszczowcu , który ma mrozić krew w żyłach, opisuje się za to pogodne obiadki ofiary ze stalkerem, przy czym ofiara wie, że stalker jest tym kim jest, ofiara przejrzała oprawcę i jedynie mocno wyolbrzymione dylematy, w jej mniemaniu noszące znamiona filozoficznych, powstrzymują ją przed … uwaga, uwaga… zaniechaniem proszonych herbatek w ramach wendetty. Jest doprawdy przed czym drżeć, jest o czym myśleć podczas bezsennych deszczowych nocy. Szczerze mówiąc, sądziłam, że po ‘intrydze’ Dziewczyny z pociągu już mnie w tej materii nic negatywnie  nie zaskoczy. Myliłam się, bo utwór Hawkins, przy całej swojej irytującej manierze, przy wątłości akcji i zastraszającej skromności formy przekazu, jest jednak książką narracyjnie i kompozycyjnie spójną, dzięki czemu daje jakieś tam poczucie, że autor mniej więcej wie, co chce przekazać, tutaj natomiast tego nie ma. Tutaj rządzi pełna wymuszonego dramatyzowania retoryka zahaczająca o tandetną stylistykę romansową. Nachalna komercja, pisanie zgodnie z narzuconym szablonem. Słabo…

Nie chodzi jednak o to, że książka jest kiepska (choć według mnie jest ) i rozczarowanie bierze w tym momencie nade mną górę. Tego typu rzeczy się zdarzają i to jeszcze nie jest tragedia. Najgorszy wydaje mi się być fakt, że taka jest obecnie konwencja, taki panuje trend, tak się teraz pisze. Chciałabym łudzić się po cichu, że to tylko ja mam pecha i zupełnie niechcący trafiam na te swoiste  ‘perełki’. Chciałabym wierzyć w swoją własną naiwność na tym polu, w łatwowierność, która mi podpowiada, że jeżeli pięć osób na popularnym portalu zamaluje wszystkie możliwe gwiazdki, to książka musi być co najmniej godna zainteresowania. Niestety coś mi się wydaje, że te nieudane  wycieczki zdarzają mi się za często, a lista rozczarowań niebezpiecznie rośnie. Dałam szansę szkole skandynawskiej -  Johannie Mo i Nesserowi. Wyszło kiepsko. Poorane, niespójne narracje, rozpoczęte wątki, które nie doczekują się konkluzji, duży potencjał tkwiący w przytłaczającej, ciężkiej atmosferze, zmarnowany tradycyjnym odchyleniem w stronę wyświechtanego banału. Dałam szansę Clare Mackinosh i utworowi Widzę cię. Wyszło jeszcze gorzej.  Herbatkowo – kolacyjny klimat z dość banalną intrygą. Dałam szansę najnowszym poczynaniom Cobena. I znowu nic. Chciałabym powiedzieć, że być może dojrzałam jako czytelnik i tamta rzeczywistość to już nie moja  nisza, ale absolutnie tak nie jest. Nawet teraz trafiam bowiem na literaturę grozy, która mnie porywa i zachwyca. Szczególną sympatią dążę twórców angielskich, którzy odbiegają od schematów pisania na zamówienie i tworzą dzieła oryginalne na tle zapędów kolegów po fachu. T.R Smith Farma, A.M. Hurley Pustki (absolutnie unikatowa rzecz, choć bardziej wpadająca w konwencję gotyckiego horroru), A. Marwood Dziewczyny, które zabiły Chloe, na polskim gruncie bezkonkurencyjny klimat powieści  Kańtoch…  Tak więc tli się światełko w tunelu i proszę – podtrzymajcie je polecając mi w komentarzach coś niebanalnego, niekonwencjonalnego, innego niż ta zalewająca mnie zewsząd, szablonowa masówka. Tak mi się marzy thriller, na który nie będę miała ochoty się obrazić, bo w tej chwili właśnie poczucie gigantycznego focha najlepiej odzwierciedla mój stosunek do tego gatunku.

Być może się czepiam, być może marudzę, być może rzeczywiście starzeję się również jakoś czytelnik, nie mogę jednak pozostać obojętna wobec tego, dokąd zmierza w tym przypadku proces, nieuchronnej pewnie, zmiany. No i jeszcze ten wspomnień czar, ten powiew przeszłości, te rozmyślania jako to drzewiej bywało… Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale ciągle pamiętam takie utwory jak np. Bez pożegnania Cobena (trudno mi  uwierzyć, że ten sam Coben jest autorem zahaczającego stylem o tanie romansidło utworu Sześć lat później). Ten obezwładniający niepokój, ta udzielająca się czytelnikowi paranoja, no i ten słynny  thrill, czyli wisienka na torcie i absolutna  kwintesencja gatunku. I nie mogę nie zauważyć, że obecnie mimo istnienia  dzieł bezsprzecznie unikatowych, konwencja, jako całość, schodzi a na manowce. Cos zgrzyta, uwiera i brzydko pachnie. Coś ewidentnie poszło nie tak. Szkoda.






Komentarze

  1. Hmmm... No to raczej nie przeczytam :) Twoją recenzje za to przeczytałam z przyjemnością. każdy musi czasem pomarudzić, a Ty marudzisz z wdziękiem, więc niech Ci będzie odpuszczone!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ;)
      Nieczęsto narzekam, ale tym razem nie mogłam się powstrzymać, bo nie chodzi tu jedną, kiepską książkę, ale o niepokojący trend...

      Usuń
  2. Liczyłam na więcej podczas tej przygody czytelniczej. Jako thriller powieść nie dostarczyła mi wystarczająco silnych wrażeń, brakowało mi odpowiednio dawkowanego napięcia, solidnej porcji emocji, tak aby trzymała mnie przez długi czas w niepewności i wyczekiwaniu na to, co szczególnego zdarzy się dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Od thrillera z założenia należy oczekiwać mocnych emocji i sporego napięcia, a tu taka mdła delikatność...

      Usuń
    2. Ostatnio sporadycznie trafiam na naprawdę trzymające w napięciu thrillery, zastanawiam się, czy to efekt złych wyborów, a może niekorzystnej tendencji w pisaniu powieści z dreszczykiem. :)

      Usuń
    3. No właśnie ja też się obawiam, że to niestety kwestia najnowszych trendów...

      Usuń
  3. Widziałem ją na wielu zapowiedziach ale nigdy specjalnie mnie nie zainteresowała. Twoja opinia to potwierdza. Dzięki za utwierdzenie w decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie właśnie skusiło kilka pozytywnych opinii na popularnych portalach....
      Efekt jest taki, że na razie, nie bez żalu,w ogóle odpuszczam sobie ten gatunek; dlatego, po równie głośno zapowiadaną "Kobietę w oknie", już raczej nie sięgnę...

      Usuń
  4. Nie czytałam tej pozycji, więc ciężko mi się wypowiadać czy myślę tak jak ty czy inaczej... Lubię czytać recenzje, które są szczere, a Twoja taka jest :D pozdrawiam ANgelika F

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ;)I polecam się na przyszłość ;)

      Usuń
  5. Książkę pierwszy raz widzę na oczy, więc trudno mi się wypowiedzieć :) Nie lubię tej nostalgii "kiedyś było lepiej" chociaż w niektórych przypadkach to niestety prawda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, w tym przypadku ewidentnie było lepiej...
      Kierunek, który obiera współczesny thriller jest w moim przekonaniu drogą na manowce; stąd pewnie mój nieco rzewny i sentymentalny ton.

      Usuń
  6. Ale pojechałaś , współczuje autorowi 🤣🤣🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepotrzebnie, Autorka nigdy nie zapozna się z moją opinią😄

      Usuń
  7. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu i pamiętam, że zrobiła na mnie niezłe wrażenie, mimo przewidywalności. Poprzednia książka autorki - "Margo" - podobała mi się bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, choć nie podzielam entuzjazmu 😄
      Jak to mówią- nie to ładne co ładne, ale to co się komu podoba 😊

      Usuń
  8. Nie słyszałam o tej książce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko proponuję przeczytać i wyrobic sobie własne zdanie na jej temat.

      Usuń
  9. Osobiście sam nie czytałem tej książki ale nie wiem czy jest warta przeczytania

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze ze szczerze opisujesz i recenzujesz to duża podpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie na plus, może bym przeczytała, bo z zasady nie ruszam rzeczy, po których boję się w nocy iść do łazienki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To spokojnie, tutaj nawet nawet Ci powieka nie drgnie ;)
      Taki to thriller...

      Usuń
  12. własnie... gdzie się podziały?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz kilku nazwisk (stosunkowo mało znanych) cisza w eterze...

      Usuń
  13. Jak taki miły i delikatny to dla mnie , bo nie przepadam za tym rodzajem książek :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie pozostaje nic innego jak przeczytać 😊

      Usuń
  14. oj, nie zachęciłaś, choć ja w ogóle za taką tematyką, gatunkiem nie przepadam :)
    btw. takie chamskie wrzucanie seksu i opisów miało miejsce też w Wyznaniach Gejszy... jako osoba, która pisała licencjat o gejszach - płakałam jak czytałam :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj ten seks nawet nie jest chamski, jest po prostu nachalny, a jego wplatanie zdaje się być kompletnie nieuzasadnione. Ale wiadomo, że tekst, w którym są "momenty " lepiej się sprzeda... Smutne, ale prawdziwe...

      Usuń
  15. Ja jeszcze nie doszłam do etapu "za moich czasów", czyli cieszę się młodością 😊 choć kto wie kiedy mnie zaskoczy ... fajnie się czytało 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajny etap ;) siedzisz sobie w bujanym fotelu opatulona w koc i się mądrzysz ;)
      Polecam!
      Cieszę się, że fajnie Ci się czytało ;)

      Usuń
  16. ciężko mi się wypowiadać

    OdpowiedzUsuń
  17. Przybijam piątkę i z radością stwierdzam, że tego rodzaju literatura nie zasługuje na nic innego, jak kosz na śmieci. Wyrzucam bez żalu! Szkoda czasu i energii na autorki tego pokroju i historie, o których zapomina się szybciej, niż się je przeczytało. Szkoda tylko, że młodzież się nimi zaczytuje... No, ale, jak dzieciaki zmądrzeją, to może sięgną po coś znacznie ambitniejszego. Co pomarudziłam, to moje :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ciągle ubolewam nad faktem,że, nie bojmy się tego określenia, pospolita grafomania, praktycznie od zawsze najlepiej się sprzedaje... Bardzo mi na tym polu przeszkadza obezwładniająca moc komercji, nawet jeśli rozumiem podstawowe zasady rynkowe.Cóż,do literatury mam jednak podejście idealistyczne...
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam 😀

      Usuń

Prześlij komentarz